Większość z nas dorastała karmiona przekonaniami, że nie można nic nie robić, że odpoczynek należy się dopiero po dobrze wykonanej pracy, a do tego trzeba sobie zna niego zasłużyć. Nie można być leniwym, pracowitość to cnota, trzeba dużo pracować, żeby zyskać szacunek otoczenia, itd. Przykładów tutaj można by mnożyć i pewnie każdy, kto czyta ten tekst mógłby podać swoje przykłady „zasad rządzących życiem’ powtarzanych lub modelowanych w jego rodzinie.
Poświęcanie siebie dla innych, ciągła dostępność czasowa i emocjonalna, gotowość do pomocy, utrzymywanie porządku, dbanie o rodzinę, 100%-towa wydajność w pracy to bardzo wysokie wymagania, które stawiamy sobie, bo „przecież po to żyjemy”.
Poproszę Cię teraz, żebyś zatrzymał/a się w tym miejscu i odpowiedział/a na pytanie: Czy zgadzasz się z powyższym stwierdzeniem? Czy żyjesz dla innych? Czy według Ciebie pomijanie siebie, unieważnianie własnych potrzeb jest konieczne, żeby dobrze żyć?
Jeśli odpowiedzi, które Ci się pojawiają są negatywne to prawdopodobnie oznacza, że masz świadomość swoich potrzeb i wiesz jak je zaspokajać, Masz również kontakt ze swoimi emocjami, w związku z tym stawianie granic również nie powinno stanowić dla Ciebie problemu. Żyjesz dbając i troszcząc się o siebie, co jest wspaniałą informacją. Jeśli do tego masz empatię i uważność na granice i uczucia osób, które Cię otaczają, traktując je również z szacunkiem, gratuluję i oby tak dalej! 😊
Natomiast.. jeśli bardziej „ciągnie Cię” w kierunku „zgadzam się”, a odpowiedzi na te pytania są twierdzące to może warto przyjrzeć się jak Tobie jest z tym „dobrym życiem dla innych”. Czy są momenty, w których odczuwasz olbrzymie obciążenie, brak sił i chciałbyś/ chciałabyś na chwilę stać się niewidzialny/a, żeby wszyscy dali Ci spokój? Czy czerpiesz nieustanną radość z tego, że inni są zadowoleni, a Ty im pomogłeś/pomogłaś, nadwyrężając przy tym siebie?
Skupmy się na tym pierwszym wariancie, bo drugi jest tak naprawdę trochę mało realny i może świadczyć o działających mechanizmach obronnych tj.np. odcięcie czy wyparcie.
Jeśli pojawiają się takie chwile, to informacja od Twojego ciała, że ono prosi o większą troskę i zaopiekowanie. Zastanawiałaś/łeś się kiedyś dlaczego dużo łatwiej jest Tobie odczuwać współczucie wobec Twoich bliskich niż wobec siebie? Czy jeśli Twój przyjaciel czy przyjaciółka powiedziałaby Ci o tym, że czuje się przytłoczona/y i chciałby/chciałaby zniknąć to zaproponowałbyś/zaproponowałabyś jej czy jemu, że ma pracować więcej i nie narzekać? Czy raczej propozycja zwolnienia tempa, odpuszczenia i zadbania o siebie byłaby Twoją reakcją?
Współczucie wobec samego siebie nie ma nic wspólnego z litością i lenistwem! To sposób na uważnienie tego co przeżywasz, z czym Ci ciężko, czego potrzebujesz i do czego dążysz. Tylko zatrzymując się na chwilę, biorąc oddech jesteś w stanie skontaktować się ze sobą, usłyszeć siebie i zobaczyć siebie w całości. Bo jeśli Ty siebie nie uważnisz i nie zadbasz o swoje granice, to nikt inny za Ciebie tego nie zrobi, a nawet znajdą się tacy, którzy z chęcią będą korzystać z Twoich zasobów, uważając, że im się to należy.
Pytanie już na koniec: czy chcesz żyć, będąc niewidocznym dla siebie i innych? Czy chciałabyś/chciałabyś być widziana/y w pełni?
Dla tych z Was, którzy będą szukać odpowiedzi na powyższe pytania, przygotowałyśmy pod koniec listopada warsztat wyjazdowy „Jesienne Otulenie”. Najpierw w wersji dla kobiet, a jak zgłoszą się chętni Panowie zrobimy również grudniową edycję. Szczegóły znajdziecie w aktualnościach i w naszym sklepie.. Śledźcie informacje, żeby być na bieżąco. Do zobaczenia 😊
